W czwartek 8 marca odbyła się pikieta pod prywatną przychodnią abortera. Dr Jagielski jest ordynatorem oddziału ginekologicznego w szpitalu w Oleśnicy, gdzie w pierwszym półroczu 2017 r. zabito poprzez aborcję 16 nienarodzonych dzieci.

Po rozstawieniu plakatu, z pobliskiego biura wyszła pracownica PZU i zaczęła krzyczeć do nas, że ma dosyć tego, iż musi oglądać baner przez okno, a poza tym to depczemy trawnik… Warto zwrócić uwagę, że pikiety odbywają się tam raz w miesiącu i są stacjonarne, a na domniemanym trawniku są ślady opon samochodowym i mnóstwa pieszych.

Po kilkunastu minutach jednak przyjechali policjanci i oznajmili nam, że zostanie skierowany do sądu wniosek o ukaranie nas za deptanie terenu zielonego, po czym wzięli od nas dowody osobiste.

Po chwili, parę metrów przed policjantami, dwukrotnie po trawniku przeszedł kurier kierujący się do przychodni. Nie zwrócono mu uwagi.

Staliniści mawiali, „dajcie mi człowieka – znajdę na niego paragraf”. Czyżby tym tokiem rozumowania kierowali się wszyscy, którzy chcą zakazać nam pokazywania prawdy o aborcji?
Czy aż tak nisko trzeba upaść, aby uważać że resztki trawy są ważniejsze od mordowanych nienarodzonych dzieci?

17 marca zapraszamy na kurs do Wrocławia, zapisy:
http://stopaborcji.pl/dolacz_do_nas/kursy-dla-proliferow/

Adam Brawata – koordynator regionalny w Fundacji Pro-Prawo do Życia