Komu tak naprawdę zależy na dobru dzieci? Kto stara się o godne i delikatne traktowanie kobiet, które walczą o życie swoich maleństw w zagrożonej ciąży? Kto gorszy dzieci? Na te pytania mogliśmy sobie odpowiedzieć podczas pierwszej pikiety pod Szpitalem Uniwersyteckim w Krakowie.

W Dzień Dziecka spotkaliśmy się pod bramą oddziału ginekologii, by zaprotestować przeciwko nieludzkiemu traktowaniu najmłodszych pacjentów – czyli nienarodzonych, zabijanych przez aborcję. Fakty są przerażające. Z danych ze szpitala wiemy o 93 wykonanych „zabiegach” od 2008 roku. Ta liczba, niestety, ciągle wzrasta, potwierdzają to dane z NFZ. Według posiadanych przez nas informacji, w tym szpitalu wykonuje się najwięcej aborcji w mieście. Dlatego zebraliśmy się liczną grupą (prawie 20 osób), rozstawiliśmy plakaty z wizerunkiem szpitala i zdjęciem ofiary aborcji – ciała maleńkiego dziecka. Z megafonu można było usłyszeć, jak przebiega procedura pozbawienia życia nienarodzonego maleństwa.

Mniej więcej w połowie trwania pikiety zjawili się działacze partii Razem. Z tyłu koszulek mieli umieszczone litery, które tworzyły napis: „Bzdury!”. Właściwie jednak nie byli oni w stanie powiedzieć, co jest bzdurą? Brzmiało to raczej, jak gorzkie podsumowanie ich obecności.

Próbowaliśmy przeprowadzić rozmowę z tymi osobami. I tak oto dane nam było usłyszeć od kobiety, która twierdziła, że studiuje medycynę, że aborcja to nie jest żadne zabijanie. Według tej studentki aborcja to zabieg jak wycięcie nowotworu. Te straszne słowa, padły z ust osoby chcącej zostać lekarzem. Porównała ona uśmiercenie maleńkiego człowieka do pozbycia się choroby. Co ciekawe, chwilę wcześniej ta sama kobieta krzyczała na nas, że jesteśmy straszni, bo w tym szpitalu leżą kobiety, które „walczą by utrzymać ciążę”. Czy wobec tych biednych matek też użyłaby porównania dziecka do nowotworu? Czy osoba, która ma takie poglądy może być lekarzem godnym zaufania?

Przeciwnicy naszej pikiety twierdzili, że „nie można kobiet do niczego zmuszać”. Czy pokazywanie prawdy o uśmiercanych dzieciach do czegoś zmusza? Widocznie prawda o aborcji jest tak silna, że nie pozostawia wątpliwości – z tym brutalnym mordowaniem trzeba skończyć, nie można dłużej tolerować zabijania nienarodzonych!

Poza krótką kontrmanifestacją i jednym mężczyzną, który przyniósł kartkę z nabazgraną wulgarną treścią, usłyszeliśmy również głosy poparcia. Przechodzące kobiety dziękowały za naszą obecność. Pewien przejeżdżający obok mężczyzna, który zapytał o powód naszej demonstracji, przyznał nam rację.

Byliśmy tam, żeby pokazać, jak naprawdę wygląda aborcja. Chcieliśmy także poinformować mieszkańców, co dzieje się za murami szpitala. Liczymy na to, że nasza obecność zaowocuje zmianą postaw lekarzy i dyrekcji tej placówki. Chcemy powstrzymać zabijanie dzieci!

Będziemy kontynuować pikietowanie pod Szpitalem Uniwersyteckim w Krakowie. Mamy nadzieję, że wkrótce szpital ten stanie się miejscem naprawdę bezpiecznym dla najmniejszych pacjentów.

 

Danuta Kęsik – Fundacja Pro-Prawo do Życia; komórka Kraków