Dzień dziecka. Kolorowe lizaki, stosy zabawek i lody z posypką. Festyny, kucyki i karuzele. Tego dnia odwoływane są nawet zajęcia w szkołach, bo przecież to dzień dzieci. Ale jakich dzieci? Przede wszystkim zdrowych, bo przecież te, które mogłyby urodzić się z wadą są już wcześniej eliminowane. Bo po co komu dziecko, które nie będzie mogło jeździć na koniku, czy pójść na deptak na lody?

Stoimy przed szpitalem, gdzie rodzice podejmują decyzję o dalszym życiu swoich dzieci. Ludzie odwracają od nas wzrok. Co Was gorszy? Przecież mamy Dzień Dziecka. To najprawdziwsze dzieci: biły w nich serduszka, niektóre może zaczynały już kopać, inne ssały palec. Niestety, dla nich już nie ma lizaków i zabawek. Dla nich przeznaczone było łóżeczko, w którym konały z chłodu, zimne szczypce, którymi lekarze rozrywali ich ciała.

Po raz kolejny widzimy jak świat staje na głowie. Gorszy obraz zabitego dziecka. Jednak obraz rozebranej kobiety jest czymś naturalnym, pożądanym, pięknym.

Starsza kobieta z krzykiem ,,To widzą dzieci” obsuwa spodnie i ukazuje pośladki na skrzyżowaniu ulic. Gdzie się podziało myślenie? Co się dzieje z dzisiejszym społeczeństwem? Czy naprawdę nie ma dla nas odwrotu?

 

Dominika Wierzbicka – wolontariuszka w Fundacji Pro-Prawo do Życia; autorka bloga „Boso do Nieba”