Całkiem niedawno w gazecie „Nasz Dziennik” ukazał się wywiad z komendantem głównym Policji, Jarosławem Szymczakiem. Była w nim mowa między innymi o szykanowaniu działaczy związanych z obroną życia osób nienarodzonych, którzy są ciągani po komisariatach, sądach, wielokrotnie zmuszani do udowadniania swojej niewinności, a nawet nachodzeni w domach.

Tłumaczenia policjanta były miejscami bardzo niespójne i wręcz żenujące. Przyznał on rację dziennikarzowi, że w przypadku pikiet i pokazywania ludziom prawdy o aborcji odbiór formy przekazu i jej drastyczność jest rzeczą subiektywną, a więc ktoś może sobie po prostu stwierdzić, że nie odpowiada mu taka forma i zgłosić to. Zaraz potem jednak dodał, że muszą sprawdzać takie zgłoszenia i za każdym razem od nowa potwierdzać, że nie doszło do złamania prawa, mimo że nie doszło do niego w wielu takich samych przypadkach, gdy obrońcy życia udowodnili swoją rację w sądzie.

Do złamania prawa natomiast doszło wiele razy, gdy aborcjoniści, nie chcąc pogodzić się z prawdą, jaką przedstawia wystawa „Wybierz Życie”, cięli banery, oklejali je karteczkami, mazali po nich sprayem i oblewali farbą. Ci ludzie czuli i czują się bezkarni, bo mimo że często są znani, nie zostali praktycznie w żaden sposób ukarani. Polska policja najczęściej nawet nie wszczynała dochodzenia.

W Przemyślu na kamerach było widać, jak kobieta zaklejała plakaty kilkakrotnie, raz nawet krzycząc i wyganiając z placu nastolatki, które chciały odkleić karteczki. Zarówno ona, jak i pomagający jej później w akcie wandalizmu ludzie, zostali jedynie wylegitymowani przez policję. Nie zostały im nałożone żadne mandaty, mimo że policjanci mieli do tego prawo. Nie zostali też później w żaden sposób ukarani! Do sytuacji kuriozalnej i pokazującej wyraźnie, w służbie jakiej ideologii występuje policja, doszło kilka lat temu, gdy zniszczono plakaty Fundacji Pro-Prawo do Życia wiszące na Służewie. Mimo kilkukrotnych zniszczeń i wyraźnych wskazówek co do organizacji aborcyjnych, które mogły się do tego przyczynić, sprawcy nie ujęto. Za to pod sądem postawiono Kingę Małecką-Prybyło, organizatorkę legalnie wiszącej wystawy! Czy może istnieć bardziej wyraźna sytuacja, pokazująca, po której stronie opowiadają się policyjne służby?

Ta historia miała miejsce kilka lat temu, nic się jednak nie zmieniło. Nadal to prolajferzy, działający zgodnie z prawem, ciągani są po sądach, gdy pokazują prawdę na temat aborcji. Nadal, mimo że zgłoszenia i skargi na prolajferów pochodzą głównie od osób związanych z organizacjami i partiami proaborcyjnymi, potrafiących bezczelnie kłamać na temat ich płaczącego z powodu pikiety dziecka, przyjmuje się je, wzywając i atakując często słownie obrońców życia na komendzie, tak jak zaatakowano Kingę Małecką-Prybyło i wielu innych wolontariuszy. Nadal sprawcy zniszczeń plakatów pozostają nieujęci.

W czyjej służbie występuje dziś policja? Osób chcących działać zgodnie z obowiązującym prawem czy aborcjonistów, którzy wręcz siłą i przemocą usiłują narzucić swoje wynaturzone myślenie?

 

Karolina Jurkowska – wolontariuszka w Fundacji Pro-Prawo do Życia